Testowanie maty 'Wesoła farma' od CanpolBabies : )

Czas najwyższy bym podzieliła się z wami relacją z testowania maty, którą udało nam się zdobyć od CanpolBabies :) Zacznę od początku, po pojechaniu po matę (niestety, w czwartek urodziłam Sebcia, a w piatek był kurier, więc odebraliśmy dopiero w poniedziałek) i zobaczeniu kartonu, prócz zdziwienia, że jest duże, a nie jest to jakaś popierdółka nie byłam jakoś bardzo do tego przekonana. Pomyslałam sobie - fajnie wygląda na zdjęciu, ale nie bede nastawiala się na niewiadomo co, w końcu dostać coś fajnego za darmo? Nie możliwe : ) Dlatego chyba tak zwlekałam z otwarciem kartonu, no oczywiście pomijajac to, że miałam trochę do ogarniecia w życiu, trzeba było się zorganizować z maluszkiem w domu, potem święta i bla bla bla.. No i nareszcie nadszedł ten dzień : P Taśmy kartonu zostały rozcięte, zawartość została wyjęta.. i tam taramtam tam tam!
Jestem prze prze przemiło zaskoczona, najpierw moje oko ucieszyło to, iż mata jest zapakowana w taką folię, która jest zapinana na 'guziczki' (zdjęcie poniżej), bo bałam się, że będę musiała ją gdzies upychac w szafie, ze zaraz się zniszczy, ale nie, mogłam ją spowrotem złożyć i zapiąć w opakowaniu bez obawy jakiegoś zabrudzenia, zakurzenia, uszkodzenia ;)
No i rozłożyliśmy, Mata jest wykonana z baardzo dobrego materiału, nie z jakiejś cienkiej szmatki, która zaraz się przetrze, porwie. W tej leżącej części pod nią są umieszczone piszczące i szeleszczące elementy, co dodatkowo może zainteresować dziecko, aby sprawdziło, dotknęło, poznało. ;) Nad matą są umieszczone dwa pałąki i 5 zabaweczek. Na samym środku 'słoneczko' z lustereczkiem, al'a grzechotka z kuleczkami w środku, dwie maskotki i takie plastikowe kwiatuszki, nie wiem jak nazywa się taka zabawka :P ale wszystko macie dokładnie pokazane na zdjęciach na dole. No dosyć zachwycania sie samą matą, czas na położenie mojego maluszka na niej. Kochani, mój Sebastian będzie miał za 3 dni dopiero 4 tygodnie, a mogę z dumą powiedzieć, ze prócz tego, ze jest bardzo silny, co powiedziala nawet nasza Lekarz, to JUŻ interesuje się i zdarza mu się wodzić wzrokiem za jakimiś elementami. Nie wiem czy to przypadek, nie wiem czy po prostu od tak machał rączkami, czy może jednak chciał dotknąć której zabawki, nie wiem czy widzi już dokładnie te kolory i to one go zainteresowały bo mata ma piękne, wyraziste kolory, a nie wyblakłe, ale.. sprawiało mi radość jak patrzyłam jak leży na tej macie  :) I co najlepsze, ostatnio mielismy ciężkie dni, bo mały ma straszny katarek ciagle płakał, ciagle marudził, tylko rączki, tak tym razem jak go położyłam, poszlam do kuchni zrobić obiad, a on.. leżal i zajmował się sam soba i.. matą! :D Czekam aż będzie świadomie interesował się kolorami i zabaweczkami, wtedy dopiero bedzie mu sprawiało to radość, a mi.. da trochę czasu na ogarnięcie wokół siebie i siebie :D Podsumowując, jestem bardzo bardzo zadowolona, KAŻDEMU rodzicowi gorąco polecam zakupu takiej maty, a CanpolBabies gratuluję takiej jakości produktów. Mam wielką nadzieję, że będziemy mogli przetestowac jeszcze nie jedną rzecz od nich!












Wesołych świąt!


Nie wiem czy teraz będę miała czas coś napisać, a nie chciałabym zostawiać was tak bezczelnie bez życzeń, bo bardzo się cieszę, że zaczęłam znów blogować i dziękuję tym, którzy odwiedzają mojego bloga i czytają co tutaj wystrugam.. 


Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę wam nadziei, własnego skrawka nieba,
zadumy nad płomieniem świecy, filiżanki dobrej, pachnącej kawy, piękna poezji, muzyki, pogodnych świąt zimowych, odpoczynku, zwolnienia oddechu, nabrania dystansu do tego, co wokół, chwil roziskrzonych kolędą, śmiechem i wspomnieniami. Wesołych świąt!


Niestety nie mam żadnego świątecznego ubranka, a Sebuś jeszcze za mały aby choćby stanąć przy choince, to przy ubieraniu jej, zrobiłam mu zdjęcia z bombkami, no cóż, młody był tak zainteresowany, że usnął.. : ) Wczoraj wzięłam się za pakowanie prezentów dla dzieciaków z rodziny, póki co, nie napiszę co tam komu podarowaliśmy, ale po świętach może coś na ten temat napiszę : )


PS. Dla mam! W biedronce Dada ma znów super promocję i nowe opakowanie na chusteczki  : ) To nowe bardziej przypadło nam do gustu, niż te zielone : ) Zachęcam do zakupu !

Co czuję matka kiedy jej dziecko wpatruje się w nią?

Co myśli, co czuje świeżo upieczona mama kiedy jej dziecko na nią patrzy?
Miłość, bezpieczeństwo, stabilizacje. Uczucie kiedy wiesz, że ktoś polega tylko na Tobie, Tobie ufa bezgranicznie, kocha bezgranicznie jest cudowne. Każde spojrzenie, uśmiech, zaciśniecie rączki na Twoim palcu daje ulgę, daje poczucie, że jesteś potrzebna. Każdy jego jęk, każda łza, budzi niepokój. Mimo, że przy piętnastym wstaniu z zamkniętymi oczami z łóżka aby podać smoczek, czuję jakby ktoś wyciągał mi kręgosłup przez skórę, wstanę i nachylę się po raz szesnasty. Ucałuję usteczka, pogłaszczę główkę, szepnę "Kocham Cię" i położę się spowrotem, aby za kilka minut wstać do niego znów. To jest odpowiedzialność. To jest miłość. 

` Nie nastawiaj się, że brzuch od razu po porodzie Ci zniknie!`

39 t.c vs. 2 tyg. po porodzie

No tego, chciałabym podziękować wszystkim "życzliwym" i pocieszającym mnie osobom za troskę, ale jak widać nie potrzebnie : ) Tak jak mówiłam, tak jak chciałam, tak - mam płaski ładny brzuszek. Nie mam rozstępów, nie mam blizn, nie mam zwisającej skóry jestem zadowolona. Teraz tak się tylko zastanawiam, co na celu mialy te osoby, które uparcie próbowały mi wmówić, że nie będę  zadowolona ze swojego ciala po ciąży? Gniew? Nienawiść? Zazdrość? Zawiść? Im więcej o tym myślę, tym bardziej mnie to bawi : )

Jeszcze `szpitalne` prezenty Sebcia.

Oczywiście nie zdążyłam się nawet pochwalić pięknymi prezentami od cioci i wujków dla niunia, które dostaliśmy jeszcze będac w szpitalu na powitanie i mikołajki jednocześnie : )
Pierwszą rzeczą są prześliczne body z długim rękawem i napisem "To cry or not to cry?" co po Polsku oznacza "Płakać czy nie płakać?" Jak dla mnie są świetne, materiał też jest milutki a nie taki szorstki jaki potrafi czasami być w body. Drugie to też słodziutkie (a które nie są? : D ) bodziaki imitujace koszulę w muszką w paski, materiał ten sam co przy pierwszych.
Kolejne to dwupak pajacyków - na zdjęciu jedne i drugie. Szare, jedne w paseczki drugie w inne wzorki, prześmieszne stópki, takie jakby hmm.. jabłuszko z uśmiechem? Materiał delikatny również. Niestety, ostatnie pajace założymy za dłuuższy czas, bo są duże, bodziaki trochę wcześniej, ale mimo to jeszcze musimy poczekać, aż Sebastian urośnie, a w zasadzie to ja muszę poczekać, bo Jemu to jeszcze obojętne w co jest ubrany, a to mama szaleje ze zdjęciami i przebieraniem ; ) 
Ostatnią rzeczą z ubranek które dostaliśmy to też prześliczna milusia czapeczka z rękawiczkami, na metce jest 0-3 mc, no ale rozmiar rozmiarowy nie równy i zanim je założymy również troszkę minie. W środku mają taki a'la polarek, na pewno są bardzo cieplutkie, mam nadzieję, że jeszczę w tę "zimę" uda nam się je ubrać ;) 





Pierwszy nagłówek na tzw. `zamówienie`

Pierwszy nagłówek na zamówienie dla Karoliny : ) Może i nie mam jakiegoś wielkiego talentu, ale jednak moja praca się spodobała. A więc od czasu do czasu na prośbę innych blogerów w wolnej chwili taki nagłówek dla każdego wykonam. Czego wymagam w zamian? Niewiele. Obserwacji mojego bloga oraz wklejenia na sam dół gadżetów mój button z napisem, że to ja wykonałam nagłówek, który wyślę wam po wykonaniu swojej pracy : ) Miło będzie jeśli wspomnisz coś w poście o mnie, ale nie jest to konieczne. 

Nagłówki dla Mniucha:

1.
 2.

Śliczna sukieneczka z HOUSE.


Z racji tego, że w ciąży nie mogłam sobie pozwolić na prezentowanie nowych ciuchów, postanowiłam nadrobic zaleglości.. ;) Kolejną rzeczą jest przepięęękna czarno biała sukieneczka. Skradła moje serce, z jednej strony jest skromna z drugiej ma lekki pazur. Tył też jest prześliczny. Muszę was bardzo przeprosić za zdjęcia z tzw. rąsi i lustra, ale niestety póki co nie mam jak inaczej zrobić lepszych zdjęć.. :) Nie mam ani gramu makijażu i byle jak włosy spięte w kucyka, postaram się na przyszłość wyglądać korzystniej, no ale przecież o ubranie tu chodzi. :-D Co o niej myślicie? Można zakupić ją w HOUSE  w cenie 99.99 pln. !





Szukasz "podartych" spodni?


Moda na dziurawe spodnie trwa nieprzerwanie od kilku lat, i nie zapowiada się, żeby w najbliższym czasie zniknęły z ulic. Przyznam szczerze, że nigdy nie pomyślałam, że takie spodnie założę a co dopiero kupię, nie podobały mi się kompletnie, myślałam sobie - Jeszcze tego brakuje, żeby kupować podarte już spodnie. Kiedyś babcia cerowała mi każdą dziurę którą zrobiłam szorując kolanami po dywanie, a teraz ja mam jeszcze za to płacić?  A jednak, dopadło i mnie : ) Może nie aż tak bardzo, bo spodnie które wam prezentuje nie sa jakoś mega poprzedzierane, ale jednak idą w tę stronę. Więc jeśli szukasz czegoś w tym stylu, ale bez przesady - aby nie mieć całych kolan na wierzchu polecam sklep MANGO :) Do tej pory nie widziałam w żadnym sklepie spodni, które akurat byłyby tymi moimi . : ) Cena takich spodni to 139.00 - Polecam ! A co wy sądzicie o takich podartych spodniach? Znam kilka osób, które zamiast kupować same "podarły" sobie spodnie, ja już chyba jednak wolałabym kupić niż niszczyć swoje, jeszcze by mi się nie udało zniszczyć ich dobrze i rozpaczałabym przez kolejny tydzień . :P




Mój syn nie śpi - on się ładuje !


Ostatnie 2-3 dni były dla nas ciężkie. Małego bolał brzuszek, miał wzdęcia, kupki nie było, były tylko jęki, grymas na buzi, płacz, niepokój.. Polożna poleciła espumisan, sęk w tym, że to lek dla maluszków od pierwszego miesiąca życia, a wiec ja mogłam dać malutkiemu góra 5 kropelek. Ze łzami w oczach, bólem głowy i wielką nadzieją o lepsze samopoczucie mojej małej milości tuliłam go prawie non stop w ramionach. Każde odlożenie do łóżka/wózeczka maly wyczuwał i od razu się przebudzał. Doszło nawet do tego, że wczoraj w nocy łaskawie sobie przypomniałam, że wypadałoby iść zrobić siku, bo nawet na to czasu mi zabrakło - nie miałam serca odłożyć Sebastiana nawet na 5 minut i wyjść z pokoju bo Jego przeraźliwy płacz w zaskakującym tempie teleportował mnie z powrotem do niego. Aż wreszcie wczoraj, a wlaściwie dziś w nocy się udało, mały sobie bączków napuszczał :P, wiec chyba go pusciło i udało mu się zasnąć. Dziś się już wypróżnił, więc jestem spokojna i mam nadzieję że jak najmniej bedziemy mieli takich sytuacji bo serce się kraja.
Jak ja to stwierdzilam, mój maly książe nie śpi - on się ładuje! Mój mężczyzna nie mógł powstrzymać śmiechu kiedy usłyszał taką odpowiedź, na stwierdzenie "chyba wreszcie śpi.." : )
No ale pomijając te nasze bóle, nie mogę narzekać, mam spokojne dziecko, nie zapeszając.. ;)  Wystarczy, że jest najedzony, ma sucho w pieluszce i ciepło i jest cisza.. czego chcieć więcej?
Czekam aż mały będzie wiecęj "ogarniał" bo póki co podobno do 21 d.ż maluszki widzą same kontury ludzi i kolor czarno-biały. Rodziców poznają tylko po tonie głosu, zapachu, uśmiechają się nie świadomie.. Czekam, aż będę mogła Sebcia rozśmieszać, aż będzie świadomie odwracał za mną główke, aż zacznie gaworzyć.. Tak wiem, ja czekam, ale niedługo będę pisala, że kilka miesięcy zleciały nam jak z bicza strzelił..

Jak zrobić wysuwane okienko naszego fanpage "Lubię to" ?




Jak zrobić wysuwane okienko naszego fanpage "Lubię to" ? To banalnie proste !
1. Wchodzimy na stronę Conversionsbox .
2. W pierwsze pole wpisujemy tekst, który ma się pojawić w okienku.
3. W drugie pole wklejamy adres naszego fanpage.
4. Klikamy GET THE CODE i wklejamy gotowy kod na bloga  : )

Podczas przewijania bloga, okienko wysunie się z prawej strony, można je jednak zamknąć krzyżykiem.  Mam nadzieję, że komuś się przyda, wstawiam, bo może i ja nie będę musiala kiedyś znów przeczesywać googli  : )  Pozdrawiam.

Gdzie zamówić etui na telefon? Polecam.

Ostatnio szukając w internecie baterii do Samsunga Galaxy S3 przedzierając się przez multum podróbek, zmęczona już szukając sprzedającego z najmniejszą liczbą negatywnych komentarzy na allegro trafiłam na Elektron_GSM. Fakt, faktem - jakieś negatywne komentarze ma, ale skusiłam się.
Wybrałam jasny róż. Przyznam, że byłam świadoma, że może przyjść coś naprawdę kiepskiego, ale byłam mile zaskoczona. Jakościowo etui jest dobre, nie przyszło uszkodzone, jak sugerowały niektóre komentarze niezadowolonych klientów - że źle zabezpieczają towar. Jestem zadowolona, więc gorąco polecam, są uczciwi :)
 Koszt takiego etui to tylko 6,15 PLN, więc nie tak źle, możemy spokojnie wykorzystać to na prezent dla bliskich. (Na koncie tego sprzedawcy są również etui na inne modele telefonów)
Link do modelu który kupiłam --> KLIK.




2 tygodnie zleciały, co się zmieniło?


Minęły dwa tygodnie odkąd mój syn przyszedł na świat. Mój Syn - Dumnie to brzmi i tak ma brzmieć, bo jestem dumną mamą. Tak się bałam, czy sobie poradzę, bałam się, czy nie zrobię mu krzywdy, bałam się, że będę bała się go wziąć na ręce. Bałam się, że nie dam rady, że nie podołam. Bałam się, że nie poczuję tego, że nie pojawi się u mnie instynkt macierzyński, że nie będę potrafiła być mamą. Nie potrzebnie. Pierwsza noc w szpitalu, kiedy zostaliśmy już sami, fakt, czułam się bezradna. Ja i On. Ja, świeżo upieczona mama i On. Noworodek, cud, który 9 miesięcy nosiłam pod sercem, który zna i ma na tę chwilę tylko mnie i tylko przy mnie może czuć się bezpiecznie. Pierwszy Jego płacz.. Drżąc cała wzięłam go w ramiona i.. płakałam razem z nim. Nie wiedziałam, czy mam przytulić, czy sprawdzić mu pieluszkę, czy jednak już przystawić go do piersi. Płakałam z niewiedzy i ze szczęścia. Teraz też mam łzy w oczach kiedy patrzę na niego gdy śpi lub gdy wpatruje się we mnie swoimi pięknymi oczkami. Dalej nie mogę uwierzyć, że go mam, że mam takie szczęście. Bo tylko na przykładzie swojego dziecka, można uwierzyć w bezwarunkową, bezgraniczną miłość. W 4 dniu życia Sebastianka wyszliśmy do domu, wtedy też się bałam, jak sobie dam radę? Trzeba przecież być na każde jego zawołanie, potrzebuje mnie. Muszę przecież też coś jeść i ogarnąć wokół siebie, ogarnąć mieszkanie i nie zaniedbywać przy tym swojego mężczyzny. Muszę zmienić swój tryb spania, bo już nie pośpię sobie do 12.. Kilka pierwszych dni było naprawdę wyzwaniem. Miałam jeszcze problem z chodzeniem, bo jednak ból dawał o sobie znać. Podnieść nogi aby wejść do wanny również było problemem - w szpitalu przecież był prysznic z brodzikiem. Ale dałam radę ! :) Jestem dumną mamą i kobietą. Niesamowite jest to, że mogę napisać, że pobudki co min. 2 godziny może wynagrodzić mi jeden nieświadomy uśmiech syna, bądź Jego zacisnięta rączka na moim palcu, Jego spokój na mojej piersi... Tak, jestem zmęczona. Tak, nie pamiętam kiedy się malowałam. Tak, nie mam czasu na oglądanie serialów, zmieniania koloru paznokci co chwilę. Nie mogę póki co pojechać do koleżanki kiedy chcę żeby od tak połazić po sklepach. Nie mogę iść do klubu na imprezę i nie martwić się o nic.. Lecz nie zamieniłabym tego co mam za nic, czego już nie mogę. Miłość do dziecka, jest mocą niepodważalną .


Kikutek pępowinowy odpadl! : )


Mamy dziś nasze male święto :) "pępuszek" odpadł nam dziś rano ! 13 dni po porodzie, nic się nie babrało, nic się nie paskudziło, nic (mam nadzieję) mojego niunia nie bolało, wszystko ładnie się zagoiło i wygląda pięknie. : ) Teraz bez strachu, ze go urażę mogę zakładać mu pieluszkę oraz powoli klaść na brzuszku. Podobno maluszki czucia tego kikutka nie mają, ale jednak, taka ostrożność była.
Nie używaliśmy żadnego spirytusu, czy specjalnych wacików do przemywania, kupiliśmy octenisept - psikaliśmy pępuszek i przecieraliśmy wokół patyczkami do uszu dla niemowląt : ) (Koszt ok 20-25 zł za 50 ml, wiecej narazie nie potrzeba.)

A teraz napiszę kilka podręcznikowych informacji, które zapewne przydadzą się innym mamą:
Odpadnięcie kikuta pępowinowego od zawsze było ważnym wydarzeniem, które stało się czasem idealnym do świętowania. Radość była uzasadniona: brak kikuta pępowiny oznaczał mniej problemów z pielęgnacją pępka dziecka. Pozwalało również na swobodne kładzenie maluszka na brzuszku bez obawy o ranę.

Od lat nie zmienia się również coś jeszcze: młodzi rodzice często obawiają się pielęgnowania pępuszka u noworodków. Tymczasem zasady są bardzo proste. Wystarczy uświadomić sobie, że nawet poruszanie, odginanie i usuwanie wydzieliny z zakamarków nie jest dla malucha ani bolesne, ani w jakikolwiek sposób nieprzyjemne.

Czym jest kikut pępowinowy?
Kikut pępowinowy to pozostałość po pępowinie, którą dziecko było połączone z mamą.

Kiedy powinien odpaść kikut pępowiny?
Kikut pępowiny dzisiaj często odpada po kilku tygodniach, a nawet miesiącu. Położne, zwłaszcza ceniące tradycyjne metody pielęgnacji kikuta, sugerują, że wydłużone gojenie się rany jest spowodowane stosowaniem suchej pielęgnacji. Octenisept, który obecnie jest zalecany, nie wysusza rany, a jedynie ją dezynfekuje, co, według zwolenników tradycyjnego stosowania spirytusu, nie pozwala przyspieszyć procesu gojenia się pępka. Więcej na temat pielęgnacji pępka.

Idealnie jeśli kikut pępowiny odpadnie między 10 a 14 dniem życia dziecka. Na początku kikut ma kolor niebieskobiaławy, potem szary, kiedy wysycha, staje się ciemniejszy, aż w końcu wysycha w pełni i odpada.
Jak przyspieszyć gojenie się rany?
Kikut pępowinowy odpadnie szybciej, jeśli będziemy: starannie usuwać wszelką wydzielinę w jego okolicy, utrzymywać go w czystości i suchości, odchylać kikut i starannie usuwali wszelkie zanieczyszczenia (nie ma obawy, to dziecka nie boli) zakładać pieluszkę w taki sposób, by nie uciskała pępuszka,

Kiedy udać się do lekarza?
Nieprawidłowo pielęgnowany pępuszek jest doskonałym miejscem do bakterii. Dlatego jeśli zauważymy: zaczerwienienie, obrzęki, znacznie cieplejsza skóra wokół pępka, ropną wydzielinę o nieprzyjemnym zapachu, dziecko będzie dawało nam sygnał, że pielęgnacja pępka jest dla niego bolesna, należy szybko udać się do lekarza. Wszystkie te objawy mogą sugerować stan zapalny i wymagają błyskawicznej ingerencji specjalisty.

Pamiętaj! Nigdy nie odrywaj kikuta pępowinowego. Poczekaj aż sam odpadnie. Nie zakładaj na pępuszek opatrunków czy plastrów.

Artykuł skopiowany z sosrodzice.pl

Mój poród... - czas na wyrzucenie z siebie wszystkiego. : )

Wydaje mi się, że w końcu w pewnym sensie "dojrzałam" do tego, aby przemyśleć, przeanalizować i poukładać sobie w głowie swoj poród.. Jedno jest pewne, coś, co cały czas powtarzam i sobie i innym, którzy pytają o przebieg, Mówi się, że gdy już jest po wszystkim, nie pamięta się tego całego bólu, ważny jest skarb którego mamy w ramionach - nie do końca tak jest. Fakt, nie potrafię sobie "wyobrazić" znów tego jak bolało, w ogóle trudno jest wyobrazić sobie jakikolwiek ból, kiedy w danej chwili go nie odczuwamy, ale nie da się go zapomnieć. Podsumowując - Nie potrafię sobie wyobrazić - ale nie zapomnę.
2 grudzień - Planowany termin mojego porodu, odpoczywając popołudniu z moim mężczyzną, strasznie bolał mnie brzuch, a właściwie podbrzusze (wtedy jeszcze nie wiedzialam, że są to już skurcze) - a bolało mnie tak, że łzy leciały mi same ciurkiem po policzkach, ale co ja mogłam zrobić? To co zwykle, zacisnęłam zęby i czekałam. Zawsze tak robiłam, zawsze wydawało mi się, ze jestem odporna na ból, zawsze, gdy coś się działo mimo łez zaciskałam zęby i wytrzymywałam, bez najmniejszego piśnięcia. W ciąży mimo wszystko zrobiłam się dużo bardziej wrażliwsza, nawet przy pobieraniu krwi - kiedyś mogłam spokojnie patrzeć na to, co robi pielęgniarka, a od połowy ciąży odwracałam głowę w drugą stronę. Wracajac - Ból po godzinie ustał, więc stwierdziłam, że nic się takiego nie dzieje, a synkowi się oczywiście nie spieszy. Przyszła noc, spałam może z godzinę od północy do pierwszej, później obudziłam się i nie mogłam już zasnąć, przed 3 w nocy mój ukochany wstaje do pracy i oczywiście słyszę pretensje, że zamiast spać siedzę przy komputerze (nie potrafil zrozumieć, że wolę sobie obejrzeć serial niż kilka godzin kręcić się i wpatrywać w sufit słuchając jego chrapania) . Wyszedł do pracy, od 4 zaczął się znów silny ból, ale taki, że dosłownie nie wiedzialam co zrobić, łzy w oczach, weszłam do wanny z gorącą wodą - na chwilę pomogło,wyszlam, położyłam się, ból znów się pojawił, poduszka między nogami juz nie pomagała, przeróżne prześmieszne i przedziwne pozycje, w których ostatnio udawalo mi się spokojnie usnać również, mialam wrażenie, że chce mi się do toalety co chwilę i tak biegalam, ze łzami z łożka, na kibelek, siadałam, mimo, że nawet siusiac mi sie nie chciało, na chwilę pomoglo, kładłam sie i znów.. i tak męczylam się do godziny podajrze  7... Zadzwoniłam do mojego partnera, że ja już nie dam rady, że może dzieje się coś złego i że wolę pojechać do szpitala się upewnić, bo w domu i tak się męczę . I to byla bardzo dobra decyzja, podświadomie wyczułam, że coś się zaczyna... ;) Zadzwoniłam po żonę mojego taty, na szczęście nie była jakoś daleko i mogła "uciec" z pracy, zeby do mnie przyjechac i mi pomóc, przyjechala bardzo szybko, nawet przez chwile poczulam sie nie pewnie bo ból ustał i sobie pomyslalam, ze znowu falszywy alarm i wyszłam na idiotkę tylko, ale na krotko. Bóle w samochodzie ciągle się pojawiały, z przerwami - nie wiem jakimi, nie byłam nawet w stanie liczyć. Generalnie, tego dnia (3.12) miałam dzwonić do przychodni aby umowić się na KTG a ja z rana jadę do szpitala.. Przyjęli mnie właściwie bez kolejki, z racji, że po terminie, no i bóle, podłączyli pod ktg, czy z maluszka serduszkiem wszystko w porządku, a po jakiś 15-20 minutach pani położna powiedziała, że zaraz wywoła mnie lekarz na badanie i on zadecyduje co dalej.
Nie będę opisywała wrażen co do lekarza przyjmujacego - nie byłam zachwycona, w każdym razie szybko i dosyć boleśnie mnie zbadal po czym stwierdził "No cóż, zaczyna pani rodzić!", ja przestraszona, chyba jeszcze nie do konca do mnie dotarlo, że te 9 miesięcy już mineło zapytałam "Ale jak to? teraz?" - "No tak, chyba już najwyższa pora, co? " Rozwarcie na 6 cm, kazali się przebrać w koszulę, i "wywieźli" mnie na wózku na porodówkę, gdzie na szczęście mogła być ze mną jeszcze żona mojego taty. Naprawdę, ze szczerego serca dziękuję losowi, za taką wspaniałą położną, która zajmowała się mną i przyjmowała mój poród. Z Ł O T A kobieta. Każdej ciężarnej takiej życzę. Troszczyła się o mnie, próbowała rozśmieszać, przyniosła radio, duzo tlumaczyła, rozmawiala, wspierała, naprawdę... cudowna. W dodatku miałam ładną, pojedyńczą salę, z własną toaletą, prysznicem.. Więc warunki wspaniałe. Z racji, że nawet nic nie zdążylam zjeść po prysznicu dostałam kroplówkę, abym nie padła z wycieńczenia, co jakiś czas podłaczała ktg, po kroplówce znowu prysznic, skakanie na piłce, chodzenie po sali, no jednym słowem początki jak z filmu. Teraz przynajmniej wiedzialam - że ten ból, to są skurcze. I śmiało mogę napisać każdej ciężarnej z pierwszym malenstwem, aby nie spodziewały się takich skurczy, jak np. przy bieganiu nas łapie, przy wysiłku, ćwiczeniach. NIE. To jest zupełnie inny ból, chociaz i ja go sobie tak wyobrazalam..
Co jakis czas przychodzila moja polozna sprawdzic jak postepy, caly czas jednak mowiac mi ze skurcze są słabe mimo ze chwilami zwijalam się z bólu i panikowalam. Żona mojego taty cały czas ze mną była za co mogę jej naprawdę z całego serca podziękować, za wsparcie, za obecność, dużo mi pomogła po prostu będąc, mimo że miedzy nami bywalo roznie. Jakoś po 14 mój M. skończyl pracę, pojechał szybko po rzeczy dziecka do domu (wzięłam tylko swoje na wszelki wypadek choć nie wierzylam w to ze zostane w szpitalu) i przyjechal do mnie wymieniajac się z moją "macochą". I od tego momentu właściwie się zaczęlo, bo odkąd on przyjechal skurcze byly juz bardzo bolesne, ja cały czas plakalam na lozku, nie bylam w stanie juz wstac na piłkę, czy chociazby pochodzic po sali. Położna sprawdzała rozwarcie, stwierdziła, ze "już" się zaczyna, a ja tylko widzialam przez załzawione oczy jak szykuje wagę, i inne rzeczy generalnie juz do "przejęcia" dziecka.. Na znieczulenie sie nie zgodzilam od samego początku, za to zaproponowano mi aby spróbować pooddychać z gazem rozweselającym, zgodziłam się. mialam wdychać go kiedy czuję że idzie skurcz a między skurczami odpoczywać.. Na kartce informacyjnej bylo napisane, ze mozna czuc sie troche sennym albo mozna nawet zwymiotowac - no i niestety, w chwili kiedy skurcz byl tak mocny, nie dalam rady spokojnie wdychać gazu i robiłam to tak szybko, że w końcu zwymiotowalam, obawialam się reakcji mojego M. na szczęscie chyba jakoś nie zważyło to na jego opinii na jakikolwiek temat związany ze mną. Trzymalam go tak mocno za rękę, ze czułam ze az go boli, podobno nawet raz go ugryzlam, bo pamiętam ze odpowiedział mi, żebym nie gryzła bo wkoncu mi odda : p Ból był przeogromny, tak jak pisałam wyzej nie da się go opisac, nie da się go wyobrazić.. w momencie kiedy maly już przechodził na nasz świat, tak mnie bolało, że krzyczałam że chcę umrzeć, żeby zrobili mi cc, no ale nie było to możliwe, mały już był, że tak to nazwę "jedną nogą na naszym świecie". No ale, chwila minęła i zaczęłam słuchać dokładniej jak każe mi oddychać i przeć położna, no i wlaściwie po zaledwie kilku parciach poinstruowanych przez położną i mały był na świecie! Więc ta najważniejsza część porodu, trwała może 40 minut? Położyli mi go na piersiach, mój M. się popłakal. Mi nie poleciala ani jedna łza, ale ja nie mogłam uwierzyć, że to ja go nosilam 9 miesięcy pod serduszkiem, że to ja go urodzilam, że to MÓJ SYN.. Uniknęlam pękniecia i nacinania krocza. Pękła mi jedynie sluzówka wewnatrz, ale mamy 12 dni po porodzie, a ja czuję, ze już jest lepiej, coraz mniej boli i coraz mniej krwawię. I tak urodzil się mój śliczny 10 punktowy synek, 3 grudnia 2015 roku o godzinie 15.15 majac 57 cm i ważąc 3440 gram ! Naprawdę, mialam wielkie szczęście. Nie rodziłam kilkunastu godzin, urodziłam naturalnie, bez żadnych komplikacji tak naprawdę. No i co 2 godziny na sali porodowej z niuniem na piersiach, a potem przewieźli nas na zwykłą salę i tu też moje zdziwienie, bardzo pozytywne - podwojną. Obawiałam się, ze bedę z kilkoma osobami.,,
Troszkę się rozpisałam, Sebastian zaczyna się budzić, pora zmienić pieluszkę i dać jeść.. Na dniach napiszę, jak minęła nam pierwsza noc i dzień razem... :)

Kruszynko...

Maleńka kruszyna pod mym sercem zamieszkała.
Maleńka kruszyna którą w moment pokochałam.
ta maleńka kruszyna moim życiem się stała.
Jej maleńkie serduszko z moim biło.
Cale jej maleńkie ciałko w moim brzuszku żyło.
W chwili kiedy ją ujrzałam, spełniły się moje marzeniai najpiekniejsze sny,
bo tą kruszyną jesteś Ty...

Butelka od NUK - Nasze testowanie





Wysłałam już ankietę do NUK, w której oceniłam otrzymaną butelkę:
"Butelka NUK New Classic spełniła moje oczekiwania, zauważyłam też, że moj synek nie ma trudności, aby z niej pić. Nie jest zbyt duża ani ciężka, smoczek również jest dobrze dostosowany do podniebienia maluszka. Jestem zadowolona :)"

Gdyby nie to, że mój maluszek dopiero jutro będzie miał tydzień, potrzebuje nieco mniej mleczka i mniejszej butelki korzystalibyśmy z niej na codzień a póki co, umyta, wyparzona czeka aż mój maluszek będzie potrzebował 150 ml na raz ! :)




Ja jako pierwsza...


Ja jako pierwsza pod sercem Cię noszę.
Ja o Twe zdrowie najgoręcej proszę.
Jestem przy Tobie od pierwszego grama.
Tyś moje dziecko, a ja... Twoja mama...

Witaj na świecie synku!


Mam na imię Sebastian. Urodziłem się 03.12.2015 o 15.15 i dostałem 10 pkt!. Mam 57cm i ważę 3,440 ♡

Buteleczka do testowania od NUK.



 Buteleczka do testów od NUK jest już u nas w domku i czeka na maluszka :) W kolorze bialym - tym którego oczekiwałam wiec jestem zadowolona. Dodatkowo dostalismy 4 mini książeczki z ciekawymi informacjami. A jak mamy które wygrały w naszym konkursie? Jedna z nich wiem, że nie odebrała, ponieważ mail od NUK trafił do SPAM'u a na odpowiedź były 24 h :(  do 15 grudnia musimy przesłać recenzje buteleczek ! A jak reszta dostała swoje butle? :D

Udało się! Dostaliśmy się do 15 edycji testów Canpol babies!


Dostaliśmy się do testów Canpol babies, dziś dostałam maila, że przesyłka już niedługo powinna być u nas. : ) Przedmiotem do testów też nie jest takie byle co, jest to mata/kojec do zabawy "Wesoła Farma" ! Nasz niuniuś może będzie za mały, żeby testować matę, ale mam przyjaciółkę z 6-miesięcznym synkiem, wiec zobaczymy jaka różnica w zainteresowaniu będzie mojego malucha, a niunia mojej przyjaciółki. Zresztą - bardzo chcę zobaczyć z jakiego materiału i jakiej jakości są maty z Canpol Babies . Czekamy na paczkę z niecierpliwością, a z jeszcze większą na mojego kochanego synka! Dzisiaj 2 grudnia, dzisiaj jest nasz planowany termin porodu, co z tego będzie?